Drodzy Przyjaciele, są rany, których nie widać. Są łzy, które nigdy nie spływają po policzkach, bo człowiek nauczył się płakać w samotności. Są uśmiechy, za którymi kryje się ogromne zmęczenie, i słowa „wszystko w porządku”, które niekiedy znaczą dokładnie coś przeciwnego.
Można chodzić do pracy, odprowadzać dzieci do szkoły, rozmawiać z sąsiadami, uczestniczyć we Mszy Świętej, modlić się, a nawet pomagać innym — i jednocześnie każdego dnia toczyć walkę, o której nikt nie ma pojęcia.
Można być otoczonym ludźmi, a czuć się boleśnie samotnym.
Można wierzyć w Boga, a mimo to doświadczać lęku, przygnębienia, bezradności i wewnętrznej ciemności.
Można mieć rodzinę, dach nad głową i pozornie poukładane życie, a w głębi serca zmagać się z cierpieniem, którego nie potrafi się nawet nazwać.
Dlatego dzisiaj, w Światowym Dniu Zdrowia Psychicznego, chciałbym zaprosić Was do refleksji nie tylko nad kondycją współczesnego człowieka, lecz także nad tym, co Ewangelia mówi nam o ludzkim cierpieniu, samotności i odpowiedzialności za siebie nawzajem.
Bo może największym dramatem naszych czasów nie jest wyłącznie to, że tak wielu ludzi cierpi.
Może jest nim również to, że czasami cierpią tak długo, zanim ktokolwiek naprawdę ich zauważy.
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.
(Mt 11, 28)
🕊️ 10 października — Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego.
✝️ 1. JEZUS — BÓG, KTÓRY WIDZI CZŁOWIEKA UKRYTEGO ZA MASKĄ
Kiedy czytamy Ewangelię, odkrywamy coś niezwykłego.
Jezus nie patrzył na ludzi tak, jak patrzył na nich tłum.
Tłum widział grzesznicę. Jezus widział kobietę potrzebującą miłosierdzia.
Tłum widział celnika. Jezus dostrzegł w nim człowieka, który może rozpocząć nowe życie.
Tłum widział niewidomego, który przeszkadzał na drodze. Jezus zatrzymał się i zapytał go:
„Co chcesz, abym ci uczynił?” (Mk 10, 51).
Zatrzymajmy się przy tym pytaniu.
Chrystus, który zna ludzkie serce, nie odbiera człowiekowi głosu. Nie zakłada, że wie wszystko. Nie przechodzi obojętnie obok jego bólu. Zatrzymuje się i pozwala mu opowiedzieć o swojej potrzebie.
Ile dobra mogłoby się wydarzyć w naszych rodzinach, szkołach, parafiach i miejscach pracy, gdybyśmy częściej zadawali sobie podobne pytania?
Nie tylko: „Dlaczego znowu jesteś smutny?”.
Nie: „Co z tobą jest nie tak?”.
Nie: „Inni mają gorzej, więc przestań narzekać”.
Ale: „Co się z tobą dzieje? Jak mogę ci pomóc? Czy chcesz mi o tym opowiedzieć?”.
Jezus nie upokarzał ludzi z powodu ich słabości. Nie odmawiał im godności, kiedy byli zagubieni. Nie wymagał, by najpierw uporządkowali całe swoje życie, zanim pozwolił im zbliżyć się do siebie.
Pochylał się nad człowiekiem właśnie tam, gdzie ten człowiek najbardziej potrzebował miłosierdzia.
W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10, 25–37) Chrystus pokazuje nam, że prawdziwa miłość nie kończy się na współczuciu. Samarytanin zatrzymuje się, opatruje rany, organizuje pomoc i bierze odpowiedzialność za poszkodowanego.
To niezwykle ważna lekcja również dla nas.
Czasami miłość oznacza wysłuchanie. Innym razem — wspólną wizytę u specjalisty, pomoc w codziennych obowiązkach, telefon wykonany w odpowiednim momencie albo pozostanie przy kimś, kto nie ma już siły prosić o pomoc.
Miłość chrześcijańska nie pyta jedynie: „Czy ci współczuję?”. Pyta również: „Co mogę zrobić, żebyś nie musiał cierpieć samotnie?”.
🌿 2. OGRÓJEC — JEZUS TEŻ ZNAŁ LĘK, UDRĘKĘ I SAMOTNOŚĆ
Jest w Ewangelii scena, nad którą warto dzisiaj pochylić się szczególnie uważnie.
Ogród Getsemani.
Jezus wie, co Go czeka. Przed Nim zdrada, niesprawiedliwy sąd, upokorzenie i krzyż.
Ewangelista Marek zapisuje słowa Chrystusa:
„Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mk 14, 34).
W Ewangelii według św. Łukasza czytamy, że Jezus pogrążony w udręce modlił się jeszcze usilniej (Łk 22, 44).
Nie próbujmy stawiać Jezusowi współczesnej diagnozy psychologicznej. Ewangelia nie opisuje Jego przeżyć w takich kategoriach. Pokazuje jednak prawdę, która może przynieść ogromną pociechę człowiekowi cierpiącemu.
Jezus nie omija ludzkiego bólu. Wchodzi w niego.
Nie jest Zbawicielem, który patrzy na nasze łzy z bezpiecznej odległości. Jest Tym, który przyjął ludzką naturę i doświadczył prawdziwej trwogi przed nadchodzącą męką.
Co więcej, w Ogrójcu Jezus prosi uczniów, aby pozostali z Nim i czuwali.
A oni zasypiają.
Jakże wymowna jest ta scena! Człowiek może najbardziej potrzebować czyjejś obecności właśnie wtedy, gdy inni są już zmęczeni jego cierpieniem.
Ile razy współczesny człowiek przeżywa własny Ogrójec?
Nastolatek, który boi się jutra.
Matka, która nie potrafi już udźwignąć wszystkich obowiązków.
Ojciec, który wstydzi się przyznać, że sobie nie radzi.
Starsza osoba, której dni mijają w samotności.
Człowiek, który po wielu miesiącach walki z depresją zaczyna tracić nadzieję.
Ktoś, kto przeżywa żałobę, kryzys małżeński, odrzucenie albo poczucie całkowitej bezwartościowości.
Nie każdy z nas będzie potrafił znaleźć właściwe słowa. Nie każdy rozwiąże cudzy problem.
Ale możemy zrobić coś bardzo ważnego: nie zasypiać wtedy, gdy drugi człowiek prosi nas o obecność.
Czasami najpiękniejszą modlitwą staje się pozostanie obok.
📖 3. BIBLIA NIE UKRYWA LUDZKIEGO ZAŁAMANIA
Warto zauważyć, że Pismo Święte nie przedstawia człowieka wierzącego jako kogoś, kto zawsze jest silny, spokojny i pełen entuzjazmu.
Biblia jest niezwykle prawdziwa w opisie ludzkiej kondycji.
Prorok Eliasz — człowiek, który nie miał już siły.
W Pierwszej Księdze Królewskiej czytamy, że Eliasz, przytłoczony sytuacją, w jakiej się znalazł, usiadł pod krzewem jałowca i prosił o śmierć (1 Krl 19, 4).
Co robi Bóg?
Nie rozpoczyna od wyrzutów. Nie mówi Eliaszowi, że powinien mieć więcej wiary.
Eliasz otrzymuje możliwość odpoczynku, pokarm i opiekę anioła. Dopiero później wyrusza w dalszą drogę.
To poruszująca scena. Pokazuje, że człowiek wyczerpany potrzebuje niekiedy najpierw odpoczynku, pożywienia, bezpieczeństwa i troski.
Nie każdą trudność rozwiązuje się jednym zdaniem. Nie każdy kryzys kończy się po jednej modlitwie.
Czasami trzeba najpierw pomóc człowiekowi odzyskać siły.
Psalmista — człowiek, który nie bał się mówić o rozpaczy.
W Psalmach znajdziemy pytania pełne bólu:
„Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu trwożysz się we mnie?” (Ps 42, 6).
Dawid i inni autorzy psalmów nie ukrywali przed Bogiem lęku, poczucia opuszczenia czy bezradności.
To ważna lekcja dla nas: modlitwa nie musi polegać na udawaniu, że wszystko jest dobrze.
Możemy przyjść do Boga z sercem rozdartym, z pytaniami, na które nie znamy odpowiedzi, a nawet z poczuciem, że nie potrafimy już się modlić.
Hiob — człowiek, który cierpiał i nie rozumiał dlaczego.
Księga Hioba uczy nas, jak niebezpieczne jest zbyt łatwe wyjaśnianie cudzego cierpienia.
Przyjaciele Hioba przychodzą do niego, ale ich słowa nie przynoszą mu pociechy. Zamiast zrozumienia pojawiają się oskarżenia i próby wyjaśnienia, że jego nieszczęście musi mieć określoną przyczynę.
Jak często również dzisiaj próbujemy tłumaczyć cudze cierpienie, zanim w ogóle wysłuchamy drugiego człowieka?
„Musisz bardziej zaufać Bogu”.
„Za mało się modlisz”.
„Gdybyś miał silniejszą wiarę, poradziłbyś sobie”.
Takie słowa, nawet wypowiadane w dobrej wierze, mogą ranić.
Nie wiemy wszystkiego o cudzym życiu. Nie znamy wszystkich przyczyn jego cierpienia.
Dlatego zamiast osądzać, uczmy się towarzyszyć.
🌹 4. MARYJA — MATKA, KTÓRA NIE ZAWSZE USUWA CIERPIENIE, ALE UCZY W NIM BYĆ
Jest jeszcze jedna Osoba, do której szczególnie chcę dzisiaj skierować nasze spojrzenie.
Maryja.
Nie tylko jako Królowa nieba i ziemi. Nie tylko jako Ta, którą czcimy w modlitwie różańcowej.
Także jako Matka, która znała radość, niepewność, troskę i ból.
W Kanie Galilejskiej Maryja zauważa problem, którego inni mogliby jeszcze nie dostrzec.
„Nie mają już wina” (J 2, 3).
To krótkie zdanie pokazuje Jej wrażliwość. Maryja dostrzega brak. Widzi kłopot, zanim stanie się on źródłem publicznego zawstydzenia gospodarzy.
I zanosi tę sprawę Jezusowi.
Czy nie tego właśnie potrzebujemy w naszych rodzinach?
Ludzi, którzy zauważą, że ktoś przestaje się odzywać. Że dziecko nagle traci zainteresowanie tym, co wcześniej sprawiało mu radość. Że współmałżonek jest coraz bardziej wycofany. Że starsza sąsiadka od dawna nikogo nie odwiedza.
Maryja uczy nas wrażliwości, która nie potrzebuje wielkich deklaracji.
Potem widzimy Ją pod krzyżem.
„A obok krzyża Jezusowego stała Matka Jego” (por. J 19, 25).
Nie zatrzymała ukrzyżowania. Nie zabrała Jezusowi cierpienia. Nie odwróciła biegu wydarzeń.
Ale była.
Stała przy swoim Synu, kiedy inni uciekali albo pozostawali daleko.
To jeden z najgłębszych obrazów miłości, jakie znajdujemy w Ewangelii.
Nie zawsze potrafimy usunąć cierpienie bliskiej osoby. Nie zawsze umiemy znaleźć odpowiedź na jej pytania. Nie możemy obiecać, że jutro wszystko będzie dobrze.
Możemy jednak powiedzieć:
„Nie zostawię cię z tym samego”.
„Nie musisz przede mną udawać”.
„Możesz płakać”.
„Poszukajmy razem pomocy”.
„Twoje życie ma wartość również wtedy, kiedy sam przestajesz ją dostrzegać”.
A kiedy nie umiemy już powiedzieć niczego więcej, możemy po prostu być obok.
Właśnie takiej maryjnej obecności potrzebuje dzisiaj wiele ludzkich serc.
🕯️ 5. ŚWIĘCI, KTÓRZY PRZYPOMINAJĄ, ŻE ŚWIĘTOŚĆ NIE OZNACZA BRAKU CIERPIENIA
Czasami wyobrażamy sobie świętych jako ludzi, których życie było nieustannym pasmem pokoju, modlitwy i duchowej radości.
Tymczasem historie wielu z nich pokazują coś zupełnie innego.
Ich świętość nie polegała na tym, że nigdy nie cierpieli. Polegała na tym, że pośród cierpienia szukali Boga, uczyli się miłości i nie przestawali dostrzegać innych.
🌿 Święta Teresa z Lisieux — wiara pośród ciemności.
Pod koniec życia Teresa doświadczała bolesnych prób wiary i duchowej ciemności. Jej wnętrze nie zawsze wypełniało odczuwalne poczucie Bożej bliskości.
A jednak nie przestała szukać Boga.
Jej świadectwo przypomina, że wiara nie zawsze jest uczuciem pociechy. Czasami jest cichym trwaniem, nawet wtedy, gdy człowiek nie odczuwa tego, w co wierzy.
🌿 Święty Brat Albert Chmielowski — człowiek, który znał kruchość.
Adam Chmielowski, późniejszy Brat Albert, doświadczył poważnego kryzysu psychicznego i korzystał z leczenia. Nie przekreśliło to jego życia ani drogi do świętości.
Z czasem poświęcił się ubogim, bezdomnym i odrzuconym.
Jego postawa przypomina nam, że człowiek po trudnym kryzysie nie jest człowiekiem przegranym. Może nadal kochać, służyć, tworzyć dobro i być dla innych ogromnym wsparciem.
🌿 Święta Teresa z Kalkuty — miłość mimo duchowej oschłości.
W zachowanych listach Matki Teresy znajdujemy świadectwa wieloletniego doświadczenia duchowej ciemności i bolesnego poczucia oddalenia Boga.
Świat widział w niej kobietę oddaną najuboższym. Jej wewnętrzne doświadczenia były znacznie bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać.
Nie wyciągajmy z tego pochopnych diagnoz. Zobaczmy raczej człowieka, który nie był wolny od wewnętrznych zmagań, a mimo to konsekwentnie służył potrzebującym.
🌿 Święty Jan od Krzyża — noc nie zawsze oznacza koniec drogi.
Hiszpański mistyk opisywał doświadczenie „nocy ciemnej”, w której człowiek przeżywa oschłość i nie odczuwa pociechy w relacji z Bogiem.
Nie należy utożsamiać tego doświadczenia duchowego z depresją, ale jego pisma mogą pomóc zrozumieć, że nie każda ciemność jest dowodem porażki.
Niektóre etapy życia pozostają trudne do zrozumienia. Potrzebują cierpliwości, towarzyszenia i nadziei.
🌿 Święty Ignacy Loyola — człowiek, który musiał nauczyć się rozumieć własne wnętrze.
Po nawróceniu Ignacy przeżywał dotkliwe skrupuły i wewnętrzne niepokoje. Jego droga stała się ważnym źródłem chrześcijańskiej refleksji nad rozeznawaniem duchowym.
Jego historia przypomina, jak ważne jest, aby nie podejmować wszystkich decyzji pod wpływem lęku, natrętnych myśli czy chwilowego przygnębienia. Warto szukać mądrego kierownictwa i wsparcia.
🌿 Święta Faustyna Kowalska — ufność pośród prób.
W „Dzienniczku” św. Faustyny odnajdujemy opisy cierpienia, oschłości i trudnych doświadczeń wewnętrznych.
Nie każda z tych prób była problemem zdrowia psychicznego w dzisiejszym rozumieniu. Jej świadectwo przypomina jednak, że głęboka duchowość nie oznacza życia pozbawionego wewnętrznych zmagań.
Słowa „Jezu, ufam Tobie” nie są zaproszeniem do udawania, że nic nas nie boli. Mogą stać się modlitwą człowieka, który właśnie pośród bólu próbuje uchwycić się nadziei.
🌿 Święta Edyta Stein — odważne poszukiwanie prawdy.
Filozofka, karmelitanka i męczennica, św. Teresa Benedykta od Krzyża, pokazuje, że droga człowieka może prowadzić przez pytania, poszukiwania i głębokie przemiany.
Jej życie przypomina, że nie należy bać się poważnych pytań o sens, prawdę i własną drogę. Człowiek potrzebuje przestrzeni, w której może szczerze poszukiwać odpowiedzi.
🌿 Święta Rafka — cierpienie, które nie odbiera godności.
Libańska maronitka, św. Rafka, przez wiele lat doświadczała ciężkiego cierpienia fizycznego i utraty wzroku.
Jej życie nie jest prostą receptą na rozwiązanie problemów psychicznych. Jest jednak świadectwem godności człowieka, którego wartość nie zależy od zdrowia, sprawności ani zewnętrznej samodzielności.
🌿 Święty Jan Paweł II — godność człowieka również w słabości.
W późniejszych latach życia Papież doświadczał ciężkiej choroby i postępującej niesprawności. Nie ukrywał, że starość i cierpienie są częścią ludzkiego doświadczenia.
Jego postawa przypominała światu, że człowiek nie traci wartości wtedy, gdy przestaje być silny, sprawny i samodzielny.
Nie musimy być produktywni, uśmiechnięci i niezależni, aby zasługiwać na szacunek.
🌿 Błogosławiona Hanna Chrzanowska — miłosierdzie, które przychodzi z pomocą.
Polska pielęgniarka i pionierka pielęgniarstwa domowego poświęcała się chorym, samotnym i potrzebującym.
Jej życie pokazuje, że miłość bliźniego to nie tylko wzruszenie i modlitwa. To także konkretna opieka, obecność przy łóżku chorego, dostrzeżenie jego potrzeb i przywracanie mu poczucia godności.
🌿 Święty Dymfna — patronka osób zmagających się z problemami psychicznymi.
Jej kult rozwinął się szczególnie w związku z modlitwą za osoby cierpiące psychicznie i ich rodziny.
Zwrócenie się do św. Dymfny może być dla wierzącego źródłem duchowego wsparcia. Nie zastępuje jednak diagnozy ani leczenia. Przypomina natomiast, że osoby zmagające się z zaburzeniami psychicznymi zasługują na troskę, a nie na wstyd i wykluczenie.
🌿 Błogosławiony Carlo Acutis — młody człowiek, który przypomina o wartości codzienności.
Carlo zmarł w wieku piętnastu lat na białaczkę. Nie jest to historia choroby psychicznej, ale jego młode życie może stać się punktem wyjścia do refleksji nad młodym pokoleniem.
Świętość nie wymaga niezwykłego wieku, wielkich osiągnięć ani życia wolnego od trudności. Młody człowiek potrzebuje przede wszystkim miłości, dobrych relacji, sensu i przestrzeni, w której może dojrzewać.
Te historie są różne. Nie wolno sprowadzać ich do jednej kategorii ani twierdzić, że każdy święty zmagał się z chorobą psychiczną.
Łączy je jednak coś ważnego: cierpienie nie przekreśla człowieka, a słabość nie odbiera mu godności.
❤️ 6. POLSKI BŁOGOSŁAWIONY, KTÓRY PRZYPOMINA NAM O LUDZIACH ODRZUCONYCH
Warto przywołać jeszcze jedną postać: błogosławionego ks. Michała Sopoćkę, spowiednika św. Faustyny i apostoła Bożego Miłosierdzia.
Jego życie pokazuje, jak ważne jest cierpliwe towarzyszenie drugiemu człowiekowi, rozeznawanie i podejmowanie odpowiedzialności za powierzone nam osoby.
Miłosierdzie nie oznacza naiwności. Nie oznacza też rezygnacji z prawdy czy granic.
Oznacza, że nawet wtedy, gdy nie rozumiemy czyjegoś zachowania, nie odbieramy mu człowieczeństwa.
Współczesny świat potrzebuje takiej postawy.
Kiedy dochodzi do przemocy, mamy prawo domagać się sprawiedliwości, ochrony ofiar i odpowiedzialności sprawców. Jednocześnie powinniśmy pamiętać, że nie znamy wszystkich okoliczności konkretnego dramatu, a choroba psychiczna sama w sobie nie czyni człowieka sprawcą przemocy.
Troska o zdrowie psychiczne i troska o bezpieczeństwo innych nie wykluczają się.
Przeciwnie — obie wymagają odpowiedzialności, wiedzy, odwagi i wrażliwości.
👨👩👧 7. NASZE DZIECI NIE POTRZEBUJĄ WYŁĄCZNIE WYMAGAŃ. POTRZEBUJĄ BEZPIECZNEGO DOMU
Spójrzmy dzisiaj szczególnie na dzieci i młodzież.
W świecie ocen, porównań, oczekiwań, mediów społecznościowych i nieustannego wyścigu łatwo zapomnieć, że dziecko nie jest projektem, który ma przynieść rodzicom powód do dumy.
Nie jest sumą ocen.
Nie jest wynikiem egzaminu.
Nie jest liczbą polubień.
Nie jest porównaniem z dzieckiem sąsiadów.
Nie jest spełnieniem naszych niespełnionych ambicji.
Dziecko jest człowiekiem. Już teraz. Nie dopiero wtedy, gdy dorośnie i osiągnie sukces.
Jezus powiedział:
„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im” (Mk 10, 14).
Chrystus nie traktował dzieci jak nieistotnego dodatku do świata dorosłych. Przyjmował je, błogosławił i stawiał w centrum uwagi uczniów.
Jak wiele możemy nauczyć się z tej sceny?
Czy nasze dzieci wiedzą, że mogą powiedzieć nam prawdę, nawet jeśli popełniły błąd?
Czy mogą przyznać się do porażki bez lęku, że przestaną być kochane?
Czy potrafimy słuchać ich problemów, nie porównując ich od razu z własnym dzieciństwem?
Czy umiemy odłożyć telefon, spojrzeć im w oczy i naprawdę zapytać, co przeżywają?
Czy nasze dzieci wiedzą, że nie muszą zasługiwać na miłość?
Warto pamiętać, że trudności dziecka nie zawsze są widoczne. Nagła zmiana zachowania, wycofanie, utrata zainteresowań, długotrwały smutek, silny lęk czy wypowiedzi o beznadziei powinny skłonić dorosłych do uważnej rozmowy i — jeśli trzeba — skorzystania z pomocy specjalisty.
Nie każda trudność oznacza zaburzenie. Ale każda zasługuje na potraktowanie poważnie.
Nie mówmy młodym ludziom, że ich cierpienie jest nieważne, bo mają dobre warunki życia.
Nie zawstydzajmy ich za łzy.
Nie uczmy ich, że prawdziwa siła polega na ukrywaniu wszystkiego, co boli.
Uczmy ich, że proszenie o pomoc jest oznaką odwagi.
I przede wszystkim: sami dawajmy im przykład.
🕊️ 8. WIARA I PSYCHOLOGIA NIE MUSZĄ ZE SOBĄ KONKUROWAĆ
Jako ludzie wierzący mamy prawo czerpać siłę z modlitwy, sakramentów, Eucharystii, różańca i Słowa Bożego.
Ale musimy również pamiętać o czymś niezwykle ważnym.
Depresja nie jest automatycznie oznaką słabej wiary.
Zaburzenia lękowe nie muszą oznaczać braku zaufania Bogu.
Choroba psychiczna nie jest dowodem na to, że ktoś źle się modli albo został opuszczony przez Boga.
Człowiek jest jednością ciała, psychiki i ducha. Potrzebuje troski na każdym z tych poziomów.
Dlatego jeśli ktoś doświadcza poważnych trudności psychicznych, powinien mieć możliwość skorzystania z pomocy psychologa, psychoterapeuty lub lekarza psychiatry — zależnie od swoich potrzeb.
Nie ma sprzeczności między modlitwą a leczeniem.
Nie ma sprzeczności między zaufaniem Bogu a przyjęciem pomocy specjalisty.
Nie ma sprzeczności między różańcem odmawianym ze łzami a wizytą u psychiatry.
Czasami Boża pomoc przychodzi przez sakramenty i duchowe pocieszenie. Innym razem również przez lekarza, terapeutę, przyjaciela, współmałżonka czy osobę, która potrafi wysłuchać bez osądzania.
Nie musimy wybierać między wiarą a odpowiedzialną troską o zdrowie.
Modlitwa nie jest powodem, by odmawiać sobie leczenia. A leczenie nie jest powodem, by rezygnować z modlitwy.
Jeżeli ktoś mówi, że nie chce już żyć, nie bagatelizujmy tych słów i nie zostawiajmy go samego z zagrożeniem. W sytuacji bezpośredniego niebezpieczeństwa trzeba wezwać pomoc pod numerem 112.
Życie człowieka jest zbyt cenne, abyśmy pozwalali, by strach, wstyd albo fałszywie rozumiana religijność powstrzymywały nas przed szukaniem pomocy.
🤝 9. NIE MUSIMY RATOWAĆ CAŁEGO ŚWIATA. ALE MOŻEMY NIE PRZECHODZIĆ OBOJĘTNIE OBOK JEDNEGO CZŁOWIEKA
Kiedy docierają do nas informacje o tragediach, przemocy i ludzkich dramatach, pojawia się bezradność.
Zastanawiamy się, co dzieje się z naszym społeczeństwem. Dlaczego narasta tyle bólu? Dlaczego ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać? Dlaczego niektóre konflikty kończą się krzywdą, której nie da się cofnąć?
Nie znamy wszystkich odpowiedzi.
Nie wolno nam jednak na podstawie pojedynczych tragedii stawiać diagnozy całemu pokoleniu ani obarczać odpowiedzialnością wszystkich osób zmagających się z problemami psychicznymi.
Możemy natomiast zacząć od tego, na co mamy wpływ.
Od własnego domu.
Od sposobu, w jaki rozmawiamy z dziećmi.
Od relacji z małżonkiem.
Od uważności na starszych rodziców.
Od tego, czy potrafimy przeprosić.
Od tego, czy przestajemy szydzić z czyjejś słabości.
Od tego, czy reagujemy, gdy ktoś jest poniżany, izolowany albo krzywdzony.
Od tego, czy umiemy powiedzieć: „Nie wiem, jak ci pomóc, ale spróbuję poszukać pomocy razem z tobą”.
Święci nie zmieniali świata wyłącznie wielkimi słowami.
Często zmieniali go przez konkretne czyny miłości.
Święty Brat Albert otwierał drzwi ubogim.
Błogosławiona Hanna Chrzanowska pochylała się nad chorymi.
Święta Teresa z Kalkuty szukała ludzi, których inni omijali.
Maryja zauważała potrzeby ludzi w Kanie.
Jezus zatrzymywał się przy człowieku, którego inni chcieli uciszyć.
Może właśnie od takiej miłości powinniśmy zaczynać.
Nie od przekonania, że wiemy, co jest nie tak z całym światem.
Ale od pytania, czy człowiek obok nas ma z kim porozmawiać.
🌹 10. A MOŻE TO TY JESTEŚ DZIŚ TYM CZŁOWIEKIEM, KTÓRY POTRZEBUJE NADZIEI?
Chciałbym na koniec zwrócić się również do Ciebie, który czytasz te słowa.
Może od dłuższego czasu jesteś zmęczony.
Może każdego dnia troszczysz się o innych, ale sam nie masz komu opowiedzieć o swoim bólu.
Może wstydzisz się przyznać, że nie dajesz już rady.
Może modlisz się, ale nie odczuwasz pocieszenia.
Może zastanawiasz się, dlaczego Bóg milczy, skoro tak bardzo potrzebujesz Jego pomocy.
A może po prostu masz już dość udawania, że wszystko jest dobrze.
Chcę Ci przypomnieć słowa Jezusa:
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28).
Zwróć uwagę: Jezus nie mówi: „Przyjdźcie do Mnie, kiedy uporządkujecie swoje życie”.
Nie mówi: „Przyjdźcie, kiedy przestaniecie się bać”.
Nie mówi: „Przyjdźcie, kiedy staniecie się silniejsi”.
Zaprasza utrudzonych i obciążonych.
Możesz więc przyjść do Niego z tym, co naprawdę przeżywasz.
Bez udawania.
Bez zakładania maski.
Bez przekonywania samego siebie, że nie masz prawa do słabości.
Możesz modlić się słowami psalmisty. Możesz prosić Maryję o wstawiennictwo. Możesz poprosić zaufaną osobę o rozmowę. Możesz poszukać profesjonalnej pomocy.
Nie musisz wszystkiego rozwiązać dzisiaj.
Nie musisz samodzielnie udźwignąć całego ciężaru.
Nie musisz wiedzieć, jak będzie wyglądało jutro, aby zrobić pierwszy krok.
Twoje życie ma wartość również wtedy, gdy cierpisz.
Twoja godność nie znika wtedy, gdy potrzebujesz pomocy.
A Twoja historia nie musi kończyć się w miejscu, w którym dzisiaj czujesz największą bezradność.
🙏 MODLITWA ZA TYCH, KTÓRZY CIERPIĄ W MILCZENIU
Jezu Miłosierny,
Ty znasz każde ludzkie serce.
Widzisz łzy, których nikt nie zauważył. Znasz lęki, o których nie potrafimy mówić. Wiesz o ranach, które ukrywamy nawet przed najbliższymi.
Proszę Cię dzisiaj za wszystkimi, którzy zmagają się z depresją, lękiem, samotnością, rozpaczą i poczuciem beznadziei.
Za młodymi ludźmi, którzy nie wiedzą, jak poradzić sobie z ciężarem własnych emocji.
Za dziećmi, które boją się powiedzieć dorosłym, że cierpią.
Za rodzicami, którzy martwią się o swoje dzieci.
Za małżonkami, którzy przeżywają kryzysy, a mimo to próbują każdego dnia budować wspólne życie.
Za osobami starszymi, zapomnianymi i samotnymi.
Za tymi, którzy ukrywają swój ból za uśmiechem.
Za osobami w trakcie leczenia, za ich rodzinami, terapeutami, lekarzami i wszystkimi, którzy towarzyszą im w drodze do odzyskiwania sił.
Jezu, daj cierpiącym odwagę, by prosili o pomoc. Postaw na ich drodze ludzi, którzy nie będą ich osądzać, lecz wysłuchają i pomogą im odnaleźć właściwą drogę.
Naucz nas nie ranić słowami, nie lekceważyć cudzych łez i nie zamykać serc przed tymi, którzy potrzebują naszej obecności.
Maryjo, Matko Bolesna, Ty stałaś pod krzyżem swojego Syna. Bądź blisko tych, którzy przeżywają własny Ogrójec, własną noc i własną drogę krzyżową.
Ucz nas dostrzegać cierpienie, zanim człowiek straci siły, by o nim opowiedzieć.
Ucz nas miłości cierpliwej, cichej i wiernej.
A kiedy nie wiemy, co powiedzieć, pomóż nam po prostu pozostać obok.
Jezu, ufam Tobie.
Maryjo, Matko nadziei, módl się za nami.
Amen. ❤️
Drodzy Przyjaciele,
Nie wiemy, jaką walkę toczy człowiek, którego mijamy każdego dnia.
Nie wiemy, ile odwagi kosztuje go poranne wstanie z łóżka. Nie wiemy, ile razy powstrzymywał łzy, zanim wyszedł z domu. Nie wiemy, czy za jego milczeniem kryje się spokój, czy cierpienie.
Dlatego bądźmy dla siebie bardziej uważni.
Nie zastępujmy obecności ocenianiem. Nie zastępujmy rozmowy pouczaniem. Nie zastępujmy miłości przekonaniem, że wiemy lepiej, co drugi człowiek powinien czuć.
Pamiętajmy o słowach św. Pawła:
„Jedni drugich brzemiona noście” (Ga 6, 2).
Może dzisiaj właśnie na tym polega nasze chrześcijańskie powołanie.
A jeśli możemy zrobić tylko jedną rzecz — zadzwońmy do kogoś, o kim dawno nie myśleliśmy.
Zapytajmy bliską osobę, jak naprawdę się czuje.
Przytulmy dziecko.
Odwiedźmy samotnego człowieka.
Wysłuchajmy kogoś, kto od dawna próbuje nam coś powiedzieć.
Nie zawsze będziemy potrafili zmienić czyjeś życie. Ale możemy sprawić, że ktoś nie będzie musiał przechodzić przez najtrudniejsze chwile samotnie.
Bo czasami dla drugiego człowieka stajemy się odpowiedzią na modlitwę, którą zanosił do Boga po cichu, od wielu dni.
Niech Jezus uczy nas widzieć sercem.
Niech Maryja uczy nas pozostawać przy cierpiących.
A Duch Święty niech uczyni z naszych domów, rodzin i wspólnot miejsca, w których człowiek nie boi się powiedzieć: „Jest mi trudno. Potrzebuję pomocy”.
Bo tam, gdzie jest prawdziwa miłość, nie trzeba udawać, że nie ma ran.
Tam można je powoli opatrywać.
Niech nikt nie będzie sam ze swoim cierpieniem. 🕊️
Jarosław Waśkiewicz
Autor Od bloga do Boga — o wierze, która dostrzega człowieka.
