1 listopada – Uroczystość Wszystkich Świętych. O ludziach, którzy pokazali nam drogę do nieba, o Ewangelii, która wciąż zmienia życie, i o świętości, do której zaproszony jest każdy z nas. Są takie dni w roku, kiedy zwalniamy. Odwiedzamy cmentarze, zapalamy znicze, przynosimy kwiaty, zatrzymujemy się przy grobach naszych bliskich. Wracają wspomnienia, twarze, rozmowy, historie, których nie da się już powtórzyć. Myślimy o przemijaniu, o miłości, o tym, co pozostało po tych, którzy byli częścią naszego życia.
Ale 1 listopada Kościół zaprasza nas do spojrzenia znacznie dalej niż na cmentarne alejki.
Zaprasza nas do spojrzenia w niebo.
Bo Uroczystość Wszystkich Świętych nie jest świętem śmierci. Jest świętem życia, które nie kończy się wraz z ostatnim oddechem. Jest uroczystością tych, którzy osiągnęli już cel ziemskiej wędrówki i żyją w obecności Boga. Jest także przypomnieniem, że świętość nie jest zarezerwowana dla kilku wyjątkowych postaci z kart historii Kościoła.
To zaproszenie skierowane do każdego z nas.
1. Kto właściwie świętuje 1 listopada? Nie tylko ci, których znamy z imienia
Kiedy słyszymy słowo „święty”, często przed oczami pojawia się obraz człowieka z aureolą, stojącego na ołtarzu, z charakterystycznym atrybutem, który pozwala go rozpoznać.
Święty Piotr z kluczami. Święty Franciszek ze zwierzętami. Święta Rita z różą. Święty Antoni z Dzieciątkiem Jezus. Święty Charbel w swoim charakterystycznym habicie. Święty Maksymilian Kolbe, który oddał życie za drugiego człowieka.
Ale czy zastanawiamy się czasami, ilu świętych nigdy nie zobaczymy na obrazach? Ilu nie doczekało się własnych wspomnień liturgicznych? Ilu nie ma swoich kaplic, sanktuariów, figur ani modlitewników?
Właśnie o nich również jest 1 listopada.
Kościół wspomina wszystkich świętych – zarówno tych oficjalnie kanonizowanych i beatyfikowanych, jak i niezliczone rzesze ludzi, którzy osiągnęli zbawienie, a których imion nie znamy.
To mogą być nasi dziadkowie, babcie, rodzice, sąsiedzi, zwyczajni ludzie, których spotykaliśmy na swojej drodze. Ludzie, którzy może nigdy nie dokonali niczego spektakularnego w oczach świata, ale potrafili kochać, przebaczać, służyć, podnosić innych na duchu i pozostawać wierni Bogu.
Świętość nie zawsze ma rozgłos. Nie zawsze trafia na pierwsze strony gazet. Czasami nie pozostawia po sobie nawet fotografii.
Czasami pozostawia po prostu dobro w drugim człowieku.
I to jest niezwykle piękna perspektywa: niebo może być pełne ludzi, których imion nigdy nie poznaliśmy.
2. Świętość? A właściwie co to znaczy?
Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie bez religijnych uproszczeń.
Świętość nie oznacza, że człowiek nigdy się nie pomylił, nie zgrzeszył, nie upadł, nie miał wątpliwości ani trudnych momentów. Nie oznacza również, że przez całe życie był idealny, zawsze uśmiechnięty i miał odpowiedź na każde pytanie.
Święty to nie człowiek, który nigdy nie potrzebował Bożego miłosierdzia.
To człowiek, który pozwolił Bogu działać w swoim życiu.
Człowiek, który nie przestał szukać Boga, nawet kiedy błądził. Który potrafił wracać, prosić o przebaczenie, zmieniać swoje postępowanie i uczyć się miłości.
Świętość nie jest nagrodą za bezbłędność. Jest owocem współpracy człowieka z Bożą łaską.
Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że wszyscy chrześcijanie, niezależnie od stanu życia, są powołani do pełni życia chrześcijańskiego i doskonałości miłości.
Nie tylko duchowni. Nie tylko zakonnice i zakonnicy. Nie tylko misjonarze, pustelnicy czy męczennicy.
Każdy ochrzczony.
Możesz być nauczycielem, lekarzem, kierowcą, przedsiębiorcą, pracownikiem biurowym, matką wychowującą dzieci, ojcem wracającym zmęczonym z pracy, studentem, emerytem.
Możesz być człowiekiem, którego życie nie przypomina żadnej filmowej historii.
I właśnie tam, w tej zwyczajności, może rodzić się świętość.
Nie musisz zmieniać zawodu, miejsca zamieszkania ani całego swojego życia, żeby zacząć iść drogą świętości.
Być może wystarczy, że zaczniesz inaczej traktować ludzi, których spotykasz każdego dnia.
3. Jezus dał nam instrukcję świętości. Nazywa się Osiem Błogosławieństw
Ewangelia według św. Mateusza (Mt 5, 1–12) przedstawia nam jedną z najważniejszych scen nauczania Jezusa.
Jezus wchodzi na górę, siada, a uczniowie przychodzą do Niego. Zaczyna nauczać.
Nie rozpoczyna od listy sukcesów, osiągnięć, bogactwa, wpływów czy społecznego prestiżu.
Zaczyna od słów: „Błogosławieni…”.
Błogosławieni ubodzy w duchu. Błogosławieni, którzy się smucą. Błogosławieni cisi. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości. Błogosławieni miłosierni. Błogosławieni czystego serca. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój. Błogosławieni prześladowani dla sprawiedliwości.
Zatrzymajmy się.
Współczesny świat często proponuje nam zupełnie inny katalog szczęścia.
Bądź silniejszy od innych. Zdobądź więcej. Nie pokazuj słabości. Nie pozwól sobie wejść na głowę. Zadbaj przede wszystkim o siebie. Zwyciężaj, nawet jeśli ktoś inny będzie musiał przegrać.
A Jezus mówi coś zupełnie innego.
Pokazuje, że prawdziwa wielkość człowieka nie polega na dominowaniu nad innymi, lecz na umiejętności kochania.
Miłosierdzie nie jest słabością. Cichość nie oznacza braku charakteru. Ubóstwo w duchu nie jest brakiem ambicji. Przebaczenie nie oznacza akceptowania zła. Czystość serca nie jest naiwnością.
To zupełnie inny sposób patrzenia na człowieka i świat.
Święci nie byli ludźmi, którzy tylko podziwiali te słowa. Oni próbowali nimi żyć.
Dlatego błogosławieństwa możemy potraktować jak duchowy rachunek sumienia:
Czy potrafię być miłosierny, kiedy ktoś mnie zawiódł?
Czy umiem wprowadzać pokój, zamiast podsycać konflikty?
Czy potrafię być uczciwy, kiedy nikt nie patrzy?
Czy umiem dostrzec człowieka, którego inni omijają?
Czy moje serce jest wolne od zazdrości, pogardy i potrzeby nieustannego porównywania się z innymi?
Czy potrafię kochać również wtedy, kiedy nie otrzymuję niczego w zamian?
Może właśnie w tych pytaniach znajduje się początek naszej osobistej drogi do świętości.
4. Święci nie urodzili się ze skrzydłami. To byli ludzie tacy jak my
Warto czasami odczarować wizerunek świętych.
Nie przyszli na świat z aureolą nad głową. Nie wszyscy od dzieciństwa marzyli o klasztorze. Nie każdy od początku prowadził wzorowe życie.
Święty Augustyn przez długi czas szukał szczęścia w niewłaściwych miejscach. Jego historia jest opowieścią o niespokojnym sercu, które dopiero w Bogu odnalazło prawdziwy pokój.
Święty Paweł prześladował chrześcijan, zanim sam stał się jednym z najważniejszych głosicieli Ewangelii.
Święta Maria Magdalena doświadczyła głębokiej przemiany i stała się wierną uczennicą Jezusa oraz świadkiem Jego zmartwychwstania.
Święty Piotr zaparł się Jezusa. Trzykrotnie. A jednak Chrystus nie przekreślił go. Powierzył mu odpowiedzialność za swoją owczarnię.
Święta Teresa z Lisieux pokazała, że droga do świętości nie musi prowadzić przez wielkie i spektakularne czyny. Jej „mała droga” polegała na miłości wyrażanej w drobnych, codziennych czynnościach.
Święty Maksymilian Kolbe w Auschwitz pokazał, że miłość może być silniejsza od instynktu samozachowawczego i strachu przed śmiercią.
Błogosławiony Carlo Acutis, współczesny młody człowiek, przypomniał, że świętość nie jest zarezerwowana dla dawnych epok. Można kochać Eucharystię, korzystać z internetu, mieć przyjaciół, pasje i jednocześnie traktować Boga jako najważniejszą relację swojego życia.
Co ich łączy?
Nie identyczne życiorysy. Nie te same temperamenty, zdolności czy okoliczności.
Łączy ich Chrystus.
Każdy z nich na swój sposób pozwolił, aby Ewangelia stała się czymś więcej niż tekstem przeczytanym podczas Mszy Świętej.
Stała się sposobem życia.
5. Maryja – najpiękniejsza droga zawierzenia
Nie można mówić o świętych, pomijając Maryję.
Jest Ona najdoskonalszym owocem odkupienia dokonanego przez Chrystusa i wzorem odpowiedzi człowieka na Boże zaproszenie.
Jej świętość nie polegała na posiadaniu władzy, wpływów czy wyjątkowej pozycji społecznej.
Polegała na zaufaniu.
„Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa” (Łk 1, 38).
To jedno z najważniejszych zdań w historii zbawienia.
Maryja nie znała wszystkich odpowiedzi. Nie wiedziała, jak potoczy się każdy kolejny dzień. Nie miała zagwarantowanego łatwego życia.
A jednak powiedziała Bogu „tak”.
Była obecna przy Jezusie w chwilach radości, ale również wtedy, gdy cierpiał na krzyżu.
Nie uciekła od trudnych doświadczeń.
Jej życie przypomina nam, że świętość nie polega na kontrolowaniu wszystkiego, lecz na zaufaniu Temu, który zna drogę, nawet kiedy my widzimy tylko jej niewielki fragment.
Maryja nie zatrzymuje naszej uwagi na sobie. Zawsze prowadzi do Jezusa.
W Kanie Galilejskiej wypowiada słowa, które można uznać za program całego chrześcijańskiego życia:
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5).
To być może najkrótsza i najpiękniejsza wskazówka dotycząca drogi do świętości.
6. Czy święci mogą nam pomagać? Czym właściwie jest świętych obcowanie?
W katolickim wyznaniu wiary wypowiadamy słowa: „Wierzę w świętych obcowanie”.
Ale czy zastanawiamy się, co naprawdę oznaczają?
Kościół naucza, że wspólnota wierzących nie kończy się na granicy śmierci.
Wszyscy, którzy należą do Chrystusa, tworzą jedną wspólnotę – choć znajdują się na różnych etapach drogi.
Kościół pielgrzymujący to my, którzy żyjemy na ziemi.
Kościół oczyszczający się to ci, którzy umarli w łasce Bożej, ale potrzebują jeszcze oczyszczenia, zanim osiągną pełnię komunii z Bogiem.
Kościół triumfujący to święci przebywający już w chwale nieba.
Nie są to trzy odrębne rodziny. To jedna wspólnota w Chrystusie.
Dlatego katolicy proszą świętych o wstawiennictwo.
Nie oznacza to, że stawiamy ich na miejscu Boga. Nie oddajemy im czci należnej wyłącznie Stwórcy. Uwielbienie należy się tylko Bogu.
Prosimy świętych, aby modlili się za nami, tak jak prosimy o modlitwę naszych bliskich i przyjaciół.
Chrystus pozostaje jedynym Pośrednikiem zbawienia. Wstawiennictwo świętych nie konkuruje z Jego rolą, ale wypływa z jedności Jego Mistycznego Ciała.
Co więcej, święci nie są jedynie postaciami, które podziwiamy z daleka.
Są naszymi braćmi i siostrami w wierze.
Ich życie może nas inspirować, ich modlitwa wspierać, a ich przykład pomagać w podejmowaniu własnych decyzji.
7. A co z naszymi bliskimi, którzy odeszli? Czy 1 listopada jest również ich świętem?
Tutaj warto rozróżnić dwie ważne daty.
1 listopada obchodzimy Uroczystość Wszystkich Świętych.
2 listopada przypada wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych, nazywane Dniem Zadusznym.
To nie są identyczne uroczystości.
Pierwszego dnia Kościół raduje się wszystkimi, którzy osiągnęli zbawienie i przebywają w niebie.
Drugiego dnia szczególnie modli się za zmarłych, którzy potrzebują oczyszczenia, zanim wejdą do pełni szczęścia z Bogiem.
Czy nasi bliscy są już w niebie? Nie możemy tego wiedzieć z całą pewnością, jeśli Kościół nie ogłosił ich świętości. Ale możemy i powinniśmy powierzać ich Bożemu miłosierdziu.
I właśnie dlatego modlitwa za zmarłych ma tak głęboki sens.
Miłość nie musi kończyć się na grobie.
Możemy modlić się za naszych rodziców, dziadków, przyjaciół, sąsiadów i wszystkich tych, którzy odeszli. Możemy ofiarować za nich Eucharystię, uzyskać odpust zupełny lub cząstkowy zgodnie z warunkami określonymi przez Kościół, a przede wszystkim powierzać ich Bogu.
Warto pamiętać, że nie każdy zmarły, którego wspominamy 1 listopada, jest automatycznie świętym. Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina nam jednak, że niebo jest pełne ludzi, których świętość pozostaje znana wyłącznie Bogu.
To piękna nadzieja.
8. Świętość w XXI wieku. Czy naprawdę jest jeszcze możliwa?
Żyjemy w czasach, w których wiele rzeczy można zdobyć szybko.
Wiedzę, popularność, pieniądze, kontakty, rozpoznawalność, dostęp do niemal nieograniczonej ilości informacji.
Możemy mieć setki znajomych w mediach społecznościowych, a jednocześnie nie mieć z kim porozmawiać o tym, co naprawdę dzieje się w naszym sercu.
Możemy pokazywać światu swoje sukcesy, a w samotności zmagać się z lękiem, rozczarowaniem, zazdrością czy poczuciem bezsensu.
W świecie, który nieustannie każe nam być kimś więcej, świętość przypomina nam, że najpierw powinniśmy nauczyć się być prawdziwie człowiekiem.
Nie chodzi o to, żebyśmy wszyscy zostali pustelnikami, zrezygnowali z pracy, zamknęli konta w internecie i uciekli od codzienności.
Chodzi o to, abyśmy potrafili zaprosić Boga do tej codzienności.
Świętość może zaczynać się w domu – od cierpliwości wobec dziecka.
W pracy – od uczciwości, nawet kiedy nie przynosi ona natychmiastowych korzyści.
W małżeństwie – od wierności, przebaczenia i rozmowy.
W relacjach – od rezygnacji z obgadywania, poniżania i osądzania.
W internecie – od odpowiedzialności za słowo, które publikujemy.
Wobec starszych i samotnych – od zainteresowania, którego nie zastąpi żaden prezent.
Wobec ubogich – od konkretnej pomocy, a nie tylko wzruszenia nad ich losem.
Wobec człowieka, który nas zranił – od próby przebaczenia, nawet jeśli jest to długi i trudny proces.
Nie każdy z nas zostanie znanym świętym. Ale każdy może być człowiekiem, przez którego innym będzie choć trochę łatwiej dostrzec dobro, miłość i obecność Boga.
Może właśnie tak wygląda świętość naszych czasów.
9. Kilka niezwykłych myśli o świętych, które warto zabrać ze sobą
Święty Augustyn: jego historia przypomina, że nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Człowiek może przez wiele lat szukać szczęścia w niewłaściwych miejscach, a jednak odnaleźć drogę do Boga.
Święty Franciszek z Asyżu: pokazał, że Ewangelia może przemienić nie tylko relację człowieka z drugim człowiekiem, ale również jego spojrzenie na całe stworzenie.
Święta Teresa z Lisieux: udowodniła, że wielka miłość nie musi dokonywać wielkich rzeczy w oczach świata. Może ukrywać się w najmniejszych gestach.
Święty Maksymilian Kolbe: pokazał, że miłość bliźniego może osiągnąć najwyższy wymiar – gotowość oddania życia za drugiego człowieka.
Święta Matka Teresa z Kalkuty: przypominała, że wielkie rzeczy nie zawsze wymagają wielkich możliwości. Czasami wystarczy zacząć od człowieka, który właśnie stoi obok nas i potrzebuje pomocy.
Błogosławiony Carlo Acutis: przypomina młodym, że świętość nie jest reliktem przeszłości. Można być młodym, korzystać z technologii, mieć swoje zainteresowania i jednocześnie żyć blisko Chrystusa.
Ich historie są różne. Ale wszystkie prowadzą do jednego źródła: Jezusa Chrystusa.
10. Nie pytaj tylko, kim byli święci. Zapytaj, kim Ty możesz się stać
Kiedy 1 listopada będziemy przechodzić między grobami, zatrzymajmy się na chwilę.
Nie tylko po to, aby wspominać tych, których kochaliśmy.
Nie tylko po to, aby zapalić kolejny znicz.
Nie tylko po to, aby pomyśleć o przemijaniu.
Spróbujmy spojrzeć na własne życie z nieco innej perspektywy.
I zadać sobie kilka pytań:
Czy moje życie prowadzi mnie bliżej Boga?
Czy ludzie, których spotykam, doświadczają przeze mnie dobra?
Czy potrafię przebaczać?
Czy umiem przyznać się do błędu?
Czy nie zmarnowałem zbyt wielu chwil na rzeczy, które ostatecznie nie mają znaczenia?
Czy pamiętam o tych, którzy są samotni, chorzy, starsi i potrzebujący?
Czy moja wiara jest tylko niedzielnym zwyczajem, czy rzeczywiście wpływa na to, jak traktuję drugiego człowieka?
I wreszcie:
Czy ja naprawdę chcę zostać świętym?
Nie idealnym w oczach świata. Nie sławnym. Nie podziwianym przez wszystkich.
Ale świętym w oczach Boga.
Bo przecież niebo nie jest nagrodą za popularność, bogactwo, stanowisko czy liczbę osiągnięć.
Jest pełnią życia w Bogu.
A droga do niego zaczyna się tutaj – w naszych domach, rodzinach, relacjach, wyborach, codziennych obowiązkach i drobnych gestach miłości.
NA ZAKOŃCZENIE. MOŻE ŚWIĘTOŚĆ JEST BLIŻEJ, NIŻ MYŚLIMY?
Uroczystość Wszystkich Świętych jest świętem wielkiej nadziei.
Przypomina nam, że śmierć nie ma ostatniego słowa. Że miłość nie jest czymś, co znika bezpowrotnie. Że życie człowieka ma sens znacznie większy niż to, co możemy zmierzyć, zobaczyć i opisać.
Przypomina nam także, że święci nie są ludźmi z innego świata, którzy przypadkiem znaleźli się na ołtarzach.
To ludzie, którzy w swoim świecie, w swoich czasach, w swoich rodzinach i codziennych okolicznościach odpowiedzieli na zaproszenie Boga.
A dzisiaj to zaproszenie skierowane jest również do nas.
Nie musisz być doskonały, żeby rozpocząć drogę do świętości. Nie musisz mieć za sobą niezwykłej historii. Nie musisz czekać na odpowiedni moment.
Możesz zacząć od dzisiaj.
Od jednego przebaczenia. Jednego dobrego słowa. Jednej szczerej modlitwy. Jednej decyzji, by nie odpowiedzieć złem na zło. Jednego gestu, który komuś przywróci nadzieję.
I może właśnie wtedy, w tej pozornie zwyczajnej chwili, wydarzy się coś naprawdę niezwykłego.
Bo świętość nie zaczyna się od aureoli.
Zaczyna się od serca, które pozwala Jezusowi uczyć się kochać.
„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48).
To nie jest zaproszenie tylko dla wybranych.
To zaproszenie dla nas wszystkich.
Święci Pańscy – módlcie się za nami.
Od bloga do Boga – o wierze, która zmienia codzienność, o Ewangelii, która prowadzi przez życie, i o miłości, która nie kończy się wraz ze śmiercią.
Kilka ważnych podstaw teologicznych i biblijnych
- Katechizm Kościoła Katolickiego, 2012–2016 – powszechne powołanie do świętości, łaska, nawrócenie i doskonałość miłości. Czytaj w Katechizmie.
- Katechizm Kościoła Katolickiego, 946–962 – świętych obcowanie, jedność Kościoła ziemskiego i niebiańskiego, wstawiennictwo świętych. Czytaj w Katechizmie.
- Sobór Watykański II, Lumen gentium, rozdział V – wszyscy wierni są powołani do świętości, niezależnie od swojej życiowej drogi. Dokument soborowy.
- Papież Franciszek, rozważanie na Uroczystość Wszystkich Świętych – błogosławieństwa jako swoista tożsamość chrześcijanina. Rozważanie papieskie.

