Jak przebaczyć, kiedy boli? Jak nie odpowiedzieć nienawiścią na nienawiść, krzywdą na krzywdę, złem na zło? Jak ocalić dobro w sercu, gdy życie wystawia nas na najtrudniejsze próby? Świadectwo bł. ks. Jerzego Popiełuszki, niezwykła postawa jego mamy, Marianny, oraz Ewangelia Jezusa Chrystusa prowadzą nas do odpowiedzi, która może zmienić nasze spojrzenie na codzienne relacje, rodzinne konflikty i osobiste zranienia. Zapraszam do lektury poruszającego artykułu o przebaczeniu, godności, prawdzie i miłości, która nie oznacza słabości, lecz prawdziwą siłę serca.
ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ
Bł. ks. Jerzy Popiełuszko, matka, która przebaczyła, i Ewangelia, która może ocalić nasze poranione serca
„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. (Rz 12,21)
Są takie słowa, które znamy niemal od dzieciństwa. Powtarzamy je, umieszczamy na plakatach, przywołujemy podczas uroczystości i religijnych spotkań. Wydaje nam się, że rozumiemy ich znaczenie. A jednak przychodzi dzień, w którym ktoś wypowiada pod naszym adresem jedno bolesne zdanie, ktoś nas zdradza, upokarza, odrzuca, oskarża albo odchodzi bez słowa wyjaśnienia. I wtedy okazuje się, że między znajomością Ewangelii a życiem Ewangelią potrafi rozciągać się ogromna przestrzeń.
„Zło dobrem zwyciężaj”.
Czy potrafimy tak postąpić, kiedy ktoś nas skrzywdzi? Czy potrafimy zachować dobroć, gdy ktoś wykorzystuje naszą uczciwość? Czy umiemy nie odpowiedzieć pogardą na pogardę, kłamstwem na kłamstwo, nienawiścią na nienawiść? A co zrobić, kiedy rana jest tak głęboka, że nawet modlitwa przychodzi z trudem, a wspomnienie drugiego człowieka wywołuje ból?
O tych sprawach nie możemy mówić wyłącznie pięknymi słowami. Potrzebujemy świadectwa, które przeszło przez ogień cierpienia. Potrzebujemy człowieka, który nie tylko głosił Ewangelię, ale pozostał jej wierny wtedy, gdy wierność kosztowała go życie.
Takim świadkiem był błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko.
A niezwykłym świadectwem Ewangelii stała się również postawa jego matki, Marianny.
Ich historia stawia przed nami pytanie, od którego trudno uciec: czy zło, którego doświadczamy, musi stać się również częścią nas samych?
1. Kapłan, który nie chciał odpowiadać nienawiścią
Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko nie żył w świecie spokojnym, uporządkowanym i przyjaznym ludziom sumienia. Posługiwał w komunistycznej Polsce, w rzeczywistości represji, strachu, inwigilacji i ograniczania wolności.
Po wprowadzeniu stanu wojennego wspierał ludzi pracy, osoby internowane i ich rodziny. Towarzyszył ludziom prześladowanym, uczestniczył w rozprawach sądowych, pomagał potrzebującym i organizował rozdział darów przywożonych z zagranicy. Jego plebania przy kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu stawała się miejscem, do którego przychodzili ludzie szukający pomocy, solidarności i nadziei. [1]
Nie ograniczał się do wygłaszania kazań. Chciał być blisko człowieka, który cierpi.
W 1982 roku rozpoczął odprawianie Mszy Świętych za Ojczyznę. Gromadziły one wiernych z różnych stron Polski, a głoszone podczas nich homilie dotykały prawdy, sprawiedliwości, wolności, odpowiedzialności i godności człowieka. Ksiądz Jerzy przypominał, że chrześcijaństwo nie jest ucieczką od trudnej rzeczywistości, lecz zobowiązaniem do przeżywania jej w świetle Ewangelii. [1][2]
To ważne, ponieważ jego słynne wezwanie nie było łatwym hasłem wypowiadanym z bezpiecznego miejsca.
Ksiądz Jerzy mówił o zwyciężaniu zła dobrem w świecie, w którym zło miało konkretne twarze, dysponowało przemocą i potrafiło niszczyć ludzkie życie.
Nie oznaczało to jednak, że zgadzał się na kłamstwo, niesprawiedliwość czy prześladowanie. Przeciwnie. Upominał się o prawdę i należne ludziom prawa. Domagał się dialogu, naprawienia krzywd i przywrócenia godności skrzywdzonym.
W jednym ze swoich kazań mówił o konieczności zachowania wewnętrznej wolności, życia w prawdzie i kierowania się sprawiedliwością, która nie może być oddzielona od miłości. [3]
Właśnie tutaj kryje się pierwsza ważna lekcja dla nas.
Zło dobrem zwyciężać nie znaczy udawać, że zła nie ma. Nie znaczy zgadzać się na krzywdę. Nie znaczy przyznawać rację temu, kto kłamie, ani uśmiechać się do człowieka, który świadomie niszczy innych.
Można sprzeciwiać się złu, nie stając się złym. Można domagać się sprawiedliwości, nie żywiąc pragnienia zemsty. Można mówić prawdę, nie upokarzając drugiego człowieka.
To właśnie jest trudna droga chrześcijańskiej odwagi.
2. „Zło dobrem zwyciężaj” — słowa, które kosztują
Źródłem słynnego przesłania księdza Jerzego jest List świętego Pawła Apostoła do Rzymian:
„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21).
Zwróćmy uwagę na pierwszą część tego zdania.
Święty Paweł nie mówi jedynie: czyń dobro. Mówi: nie daj się zwyciężyć złu.
A zatem istnieje niebezpieczeństwo, że zło, którego doświadczyliśmy, zacznie stopniowo zmieniać nasze wnętrze.
Ktoś nas zranił, więc zaczynamy ranić innych. Ktoś nas upokorzył, więc chcemy odebrać mu godność. Ktoś nas oszukał, więc przestajemy ufać wszystkim. Ktoś potraktował nas niesprawiedliwie, więc uznajemy, że odtąd wolno nam postępować podobnie.
W końcu człowiek, który miał być ofiarą cudzego zła, zaczyna nieświadomie przekazywać je dalej.
Zranienie staje się gniewem. Gniew staje się niechęcią. Niechęć przeradza się w pogardę. A pogarda potrafi zatruć kolejne relacje.
Czy nie tak właśnie rodzą się niektóre rodzinne konflikty, wieloletnie milczenia, zerwane przyjaźnie i niekończące się spory?
Ktoś kiedyś powiedział coś bolesnego. Drugi nie potrafił tego zapomnieć. Odpowiedział równie boleśnie. Pierwszy poczuł się zaatakowany i dołożył kolejne słowa. Po latach nikt już nie pamięta dokładnie, od czego wszystko się zaczęło. Każdy pamięta jednak własną krzywdę.
I tak ludzie, którzy być może kiedyś byli sobie bliscy, zaczynają żyć po przeciwnych stronach niewidzialnego muru.
Ewangelia stawia przed nami inną możliwość.
Nie zawsze możemy zmienić drugiego człowieka. Nie zawsze uda nam się naprawić relację. Nie mamy wpływu na to, czy ktoś przyzna się do winy, przeprosi albo zechce wrócić.
Ale możemy podjąć decyzję, że nie pozwolimy, aby cudza krzywda odebrała nam nasze człowieczeństwo.
Nie muszę oddawać złem za zło. Nie muszę poniżać, dlatego że mnie poniżono. Nie muszę kłamać, dlatego że ktoś mnie okłamał. Nie muszę nienawidzić, dlatego że ktoś nie potrafił mnie pokochać.
To nie jest słabość.
To jest wewnętrzna wolność, której nikt nie może nam odebrać bez naszego udziału.
3. Kiedy prawda i miłość idą razem
Jednym z najczęstszych nieporozumień dotyczących chrześcijańskiego przebaczenia jest przekonanie, że dobry człowiek powinien wszystko znosić w milczeniu.
Że nie powinien się bronić.
Że nie wypada mu powiedzieć „dość”.
Że jeśli naprawdę kocha Boga, musi godzić się na poniżanie, manipulację, przemoc albo wykorzystywanie.
Nie. To nie jest Ewangelia.
Jezus był pełen miłości, ale nigdy nie nazywał kłamstwa prawdą. Nie usprawiedliwiał obłudy. Nie odwracał się od cierpiących. Potrafił stanowczo upominać tych, którzy krzywdzili innych, i demaskować fałsz.
Kiedy podczas przesłuchania uderzono Go w twarz, odpowiedział:
„Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, dlaczego Mnie bijesz?” (J 18,23).
Zauważmy: Jezus nie odpowiedział przemocą, ale też nie uznał przemocy za coś normalnego. Zadał pytanie, które odsłoniło niesprawiedliwość.
W tym świetle możemy lepiej rozumieć postawę księdza Jerzego. Miłość do człowieka nie wymaga rezygnacji z prawdy. Przebaczenie nie musi oznaczać rezygnacji ze sprawiedliwości.
Czasem miłość oznacza spokojne, ale stanowcze powiedzenie:
„Nie zgadzam się na takie traktowanie”.
Czasem oznacza zgłoszenie krzywdy, poproszenie o pomoc, skorzystanie z ochrony prawnej albo odejście z relacji, która niszczy człowieka.
Czasem trzeba przerwać rozmowę, w której padają wyzwiska, i wrócić do niej dopiero wtedy, gdy obie strony będą gotowe rozmawiać z szacunkiem.
Nie musimy wybierać między dobrem a godnością. Chrześcijańskie dobro powinno chronić jedno i drugie.
Ksiądz Jerzy nie głosił zgody na niesprawiedliwość. Przypominał, że wolność, prawda, sprawiedliwość i miłość są ze sobą związane. Właśnie dlatego jego przesłanie jest tak potrzebne również dziś.
4. Mama, która przebaczyła zabójcom swojego syna
Jest w tej historii świadectwo szczególne. Świadectwo kobiety, która doświadczyła bólu, jakiego nie sposób opisać zwyczajnymi słowami.
Marianna Popiełuszko była matką.
Jej syn, kapłan, którego wychowała i oddała na służbę Bogu, został porwany, brutalnie zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, a jego ciało odnaleziono w wodach Wisły.
Nie była to dla niej abstrakcyjna sprawa polityczna. Nie chodziło o bezosobowy konflikt. Chodziło o jej dziecko.
O syna, którego znała od pierwszego oddechu. O człowieka, którego kochała i którego przyszłość zapewne nieraz sobie wyobrażała. O kapłana, którego życie zostało przerwane przez okrutną przemoc.
A jednak Marianna Popiełuszko nie uczyniła z pragnienia zemsty centrum swojego życia.
W zeznaniach złożonych w procesie beatyfikacyjnym syna powiedziała:
„Ale nikogo nie osądzam, śmierci niczyjej nie żądam. Pan Bóg sam kiedyś osądzi. Niech im Pan Jezus daruje. Najbardziej bym się cieszyła, żeby oni się nawrócili. Ja już im przebaczyłam”. [4]
To słowa, które trudno czytać bez wzruszenia.
Nie dlatego, że cierpienie tej matki było małe. Właśnie dlatego, że było niewyobrażalnie wielkie.
Nie dlatego, że zabójcy jej syna nie powinni ponieść odpowiedzialności. Przebaczenie nie unieważnia odpowiedzialności za popełnione zbrodnie.
Lecz dlatego, że kobieta, której odebrano ukochane dziecko, nie chciała, aby ostatnim słowem jej serca była nienawiść.
Jej postawę opisywały materiały Instytutu Pamięci Narodowej oraz wspomnienia rodziny. Z relacji jej bratanka wynika, że pamiętał moment, kiedy babcia powiedziała, iż przebacza mordercom syna. Jednocześnie podkreślał, jak ogromny ból towarzyszył jej przebaczeniu. [4][5]
To bardzo ważne rozróżnienie.
Przebaczenie nie oznacza, że przestało boleć. Oznacza, że człowiek nie chce budować swojego dalszego życia na pragnieniu odwetu.
Nie musimy udawać, że krzywda była niewielka. Nie musimy mówić, że nic się nie stało. Nie musimy wymazywać pamięci.
Możemy nazwać zbrodnię zbrodnią, krzywdę krzywdą, a niesprawiedliwość niesprawiedliwością — i jednocześnie nie życzyć sprawcy kolejnego zła.
Właśnie tego uczy nas postawa Marianny Popiełuszko.
Jej przebaczenie nie było deklaracją, że zabójcy nie powinni odpowiadać za swoje czyny. Było decyzją, by ostateczny sąd pozostawić Bogu, a w sercu zachować miejsce na możliwość nawrócenia człowieka.
Jakże daleko jesteśmy czasem od takiej wolności.
Potrafimy przez lata nosić w sobie pragnienie, aby ktoś, kto nas skrzywdził, wreszcie poczuł podobny ból. Czekamy, aż straci, upadnie, zostanie upokorzony. Wyobrażamy sobie, że dopiero wtedy świat odzyska równowagę.
Ale czy jego upadek rzeczywiście uleczy nasze serce?
Czy cudze cierpienie cofnie słowa, które nas zraniły?
Czy upokorzenie człowieka, który nas upokorzył, przywróci nam utraconą godność?
Marianna Popiełuszko pokazuje nam drogę trudniejszą, lecz głębszą. Nie drogę zapomnienia o krzywdzie, ale drogę uwolnienia serca od pragnienia zemsty.
Nie każdy z nas jest gotowy na taki krok od razu. Czasem potrzeba miesięcy, lat, rozmowy z kimś mądrym, modlitwy i pomocy. Nie odbierajmy sobie nadziei tylko dlatego, że dziś jeszcze nie potrafimy przebaczyć.
Możemy zacząć od prostej modlitwy:
Jezu, nie potrafię jeszcze przebaczyć. Ale nie chcę, żeby nienawiść rządziła moim życiem. Pomóż mi zrobić pierwszy krok.
Czasem właśnie od tych słów zaczyna się uzdrowienie.
5. A teraz spójrzmy na własny dom
Łatwiej wzruszyć się świadectwem wielkich ludzi, niż przyznać, że podobne wezwanie dotyczy naszego codziennego życia.
Bo nie trzeba żyć w czasach prześladowań, aby stanąć przed wyborem między dobrem a złem.
Wystarczy zwykły poniedziałek.
Wracamy zmęczeni z pracy. W głowie mamy obowiązki, rachunki, niedokończone zadania i sprawy, które nas przerastają. Ktoś z najbliższych zadaje pytanie w niewłaściwym momencie. Odpowiadamy z irytacją. Druga osoba reaguje jeszcze ostrzej. Po chwili padają słowa, których oboje będziemy żałować.
Czy właśnie w takich chwilach zaczyna się praktykowanie Ewangelii?
Nie tylko przy ołtarzu. Nie tylko podczas modlitwy. Nie tylko wtedy, gdy czujemy pokój.
Ewangelia zaczyna sprawdzać się w nas wtedy, gdy mamy powód, by odpowiedzieć złem, ale świadomie wybieramy inne rozwiązanie.
W małżeństwie i rodzinie
Ile małżeństw rani się słowami, które wypowiedziano w gniewie, a potem nie potrafi się z nich wycofać?
Ile dzieci pamięta przez lata zdania usłyszane od rodziców: „Nic z ciebie nie będzie”, „Zawsze wszystko psujesz”, „Dlaczego nie możesz być taki jak inni?”.
Ilu rodziców z kolei cierpi, gdy dorosłe dzieci przestają dzwonić, odwracają się od nich albo wypominają im dawne błędy?
Ile rodzeństwa nie rozmawia ze sobą z powodu spadku, nieporozumienia, zazdrości czy wydarzenia sprzed wielu lat?
Czasem w jednej rodzinie spotykają się ludzie, którzy wszyscy czują się skrzywdzeni. Każdy ma swoją wersję historii. Każdy pamięta, co mu zrobiono. Każdy czeka, aż druga strona pierwsza wyciągnie rękę.
I nikt nie chce ustąpić.
A może dobro mogłoby rozpocząć się od jednego zdania?
„Przykro mi, że cię zraniłem”.
„Chciałbym cię wysłuchać, zanim odpowiem”.
„Nie zgadzam się z tobą, ale nie chcę z tobą walczyć”.
„Nie potrafimy dziś wszystkiego naprawić. Spróbujmy jednak spokojnie porozmawiać”.
To nie są wielkie gesty. Ale czasem właśnie one otwierają drzwi, które przez lata pozostawały zamknięte.
Oczywiście, jedna osoba nie naprawi samodzielnie każdej relacji. Nie zawsze druga strona odpowie życzliwością. Nie każda więź może zostać odbudowana.
Możemy jednak przestać dokładać kolejne kamienie do muru.
Możemy nie wykorzystywać cudzych słabości podczas kłótni. Nie wyciągać po raz setny błędu, który ktoś szczerze naprawił. Nie karać milczeniem po to, by druga osoba cierpiała. Nie mówić dzieciom rzeczy, które odbierają im poczucie własnej wartości.
Możemy nauczyć się przepraszać bez dodawania: „ale ty też…”.
Możemy zacząć od siebie.
W pracy zawodowej
Zło nie zawsze przychodzi w postaci otwartej wrogości. Czasem ma postać plotki, pominięcia, niesprawiedliwej oceny, przypisania sobie cudzych zasług albo dyskretnego podważania czyjejś reputacji.
Ktoś rozpowszechnia o nas nieprawdziwe informacje. Ktoś utrudnia nam pracę. Ktoś próbuje przedstawić nas w gorszym świetle przed przełożonym.
Co wtedy?
Zwyciężać zło dobrem nie oznacza pozwalać na bezkarne niszczenie własnego dobrego imienia.
Możemy zgromadzić fakty, przedstawić prawdę, poprosić o wyjaśnienie, zwrócić się do przełożonych lub skorzystać z dostępnych procedur. Możemy bronić siebie i innych bez kłamstwa, poniżania i manipulacji.
Nie musimy organizować odwetu. Nie musimy rozsiewać plotek o osobie, która rozsiewa plotki o nas.
Możemy powiedzieć: „Nie zgadzam się z tym, co zostało powiedziane. Chcę wyjaśnić sprawę na podstawie faktów”.
A później wykonać swoją pracę uczciwie.
To może wydawać się niewielkie. Ale właśnie tak chronimy przestrzeń, w której prawda nie zostaje zastąpiona zemstą.
W szkole, na uczelni, wśród rówieśników
Młody człowiek potrafi bardzo boleśnie przeżywać odrzucenie.
Wystarczy, że grupa przestanie go zapraszać, ktoś opublikuje kompromitujące zdjęcie, pojawi się złośliwy komentarz albo rówieśnicy uznają, że można z niego żartować.
W świecie mediów społecznościowych jedno zdanie może dotrzeć do setek osób, zanim ktokolwiek zdąży zastanowić się nad jego konsekwencjami.
Jak zwyciężać takie zło dobrem?
Nie przez nakłanianie skrzywdzonego do milczenia. Nie przez powtarzanie mu, że powinien być odporniejszy.
Zwyciężać dobro oznacza stanąć po stronie osoby upokarzanej. Nie udostępniać krzywdzących treści. Nie przyłączać się do szyderstwa. Powiedzieć jasno, że poniżanie drugiego człowieka nie jest zabawą.
A jeśli to my zostaliśmy skrzywdzeni, mamy prawo szukać wsparcia u rodziców, nauczycieli, wykładowców czy innych zaufanych osób.
Przebaczenie nie wymaga pozostawania sam na sam z przemocą.
Czasem najpiękniejszym zwycięstwem dobra jest to, że ktoś przestaje być samotny w swoim cierpieniu.
W relacjach, które się rozpadły
Są także takie historie, w których ludzie odchodzą.
Kończy się przyjaźń. Rozpada się związek. Ktoś, komu ufaliśmy, wybiera inną drogę. Nie otrzymujemy wyjaśnienia, na które czekaliśmy. Zostają pytania, wspomnienia i poczucie, że coś ważnego zostało nam odebrane.
Nie zawsze można odbudować relację. Nie zawsze warto do niej wracać.
Można jednak spróbować uwolnić się od potrzeby ciągłego przeżywania jej od nowa.
Przebaczenie może oznaczać, że przestajemy układać w myślach kolejne odpowiedzi na dawne rozmowy. Że nie życzymy byłemu przyjacielowi nieszczęścia. Że nie wykorzystujemy wspólnych znajomych do prowadzenia wojny. Że pozwalamy sobie na żałobę po utraconej relacji, ale nie oddajemy jej całej przyszłości.
Można pamiętać i nie chcieć zemsty.
Można nie wracać i nie nienawidzić.
Można życzyć komuś nawrócenia, dobra i pokoju, nawet jeśli nasze drogi już nigdy się nie skrzyżują.
To również jest zwyciężanie zła dobrem.
6. Przebaczenie nie jest zapomnieniem ani zgodą na krzywdę
Warto zatrzymać się tutaj na dłużej, ponieważ w sprawie przebaczenia łatwo skrzywdzić człowieka po raz drugi.
Ktoś, kto doświadczył przemocy, zdrady, wykorzystania czy głębokiego upokorzenia, nie potrzebuje usłyszeć: „Jesteś chrześcijaninem, więc musisz natychmiast przebaczyć i wszystko wrócić ma do normy”.
Takie słowa mogą sprawić, że skrzywdzona osoba poczuje się winna również z powodu własnego bólu.
A przecież serce nie zawsze potrafi natychmiast wykonać to, co rozum uznaje za słuszne.
Przebaczenie jest drogą. Niekiedy długą i wymagającą. Nie musimy udawać, że jesteśmy już na jej końcu.
Warto też odróżnić kilka rzeczy.
Przebaczenie oznacza rezygnację z osobistej zemsty i stopniowe uwalnianie serca od nienawiści.
Pojednanie oznacza odbudowę relacji i wymaga udziału obu stron. Potrzebuje prawdy, gotowości do zmiany, a niekiedy również naprawienia wyrządzonych szkód.
Zaufanie nie musi powrócić od razu. Może wymagać czasu, odpowiedzialności i trwałej zmiany zachowania drugiej osoby.
Granice są potrzebne. Można przebaczyć i jednocześnie nie zgadzać się na dalsze krzywdzenie.
Nie musimy wracać do relacji, w której grozi nam przemoc. Nie musimy rezygnować z pomocy psychologicznej, prawnej czy duszpasterskiej. Nie musimy chronić sprawcy przed odpowiedzialnością.
Bóg nie prosi nas o udawanie, że zło jest dobrem.
Prosi, abyśmy nie pozwolili złu stać się panem naszego serca.
7. Jezus na krzyżu — miłość, która nie przeklina swoich oprawców
Najgłębszego źródła tego przesłania nie znajdziemy jednak w ludzkiej odwadze ani nawet w niezwykłym świadectwie rodziny Popiełuszków.
Znajdziemy je na Golgocie.
Jezus zostaje zdradzony przez jednego z uczniów. Opuszczony przez wielu innych. Fałszywie oskarżony. Wyśmiany. Biczowany. Przybity do krzyża.
A jednak z krzyża nie odpowiada przekleństwem.
Święty Łukasz przekazuje nam Jego modlitwę:
„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).
Te słowa nie unieważniają winy ludzi, którzy skazali Go na śmierć. Nie oznaczają, że niesprawiedliwość przestała być niesprawiedliwością.
Objawiają jednak coś, co przekracza ludzką logikę odwetu.
Miłość Jezusa nie jest uzależniona od tego, czy drugi człowiek na nią zasługuje. Jego miłość nie znika nawet w obliczu nienawiści.
To nie znaczy, że my własnymi siłami zawsze będziemy zdolni do podobnej postawy. Jesteśmy słabi, zmęczeni, zranieni. Niekiedy ledwo potrafimy powstrzymać jedno ostre słowo.
Dlatego potrzebujemy łaski.
Nie chodzi o to, by powiedzieć sobie: „Od jutra będę doskonały”.
Chodzi o to, by przyjść do Jezusa z tym, co naprawdę w nas jest.
Z gniewem. Z żalem. Z pragnieniem, by ktoś wreszcie zrozumiał nasz ból. Z niechęcią, której się wstydzimy. Z raną, która wciąż się otwiera.
Możemy powiedzieć Mu prawdę.
„Jezu, jestem zły”.
„Jezu, nie umiem przebaczyć”.
„Jezu, nie chcę już dłużej żyć tą krzywdą, ale nie wiem, jak się od niej uwolnić”.
I poprosić, aby zaczął w nas to, czego sami nie potrafimy jeszcze dokonać.
Chrześcijańskie przebaczenie nie jest triumfem silnej woli nad emocjami. Jest także otwieraniem się na miłość, która pochodzi od Boga.
8. Maryja — pod krzyżem, bez odwetu
Spójrzmy również na Maryję.
Ewangelia ukazuje Ją stojącą pod krzyżem Jezusa (J 19,25–27).
Nie znamy wszystkich myśli, które wypełniały wtedy Jej serce. Nie możemy opisać całego Jej wewnętrznego cierpienia. Wiemy jednak, że pozostała przy Synu w godzinie Jego męki.
Jej obecność jest wymowna.
Maryja nie mogła zatrzymać wszystkich wydarzeń. Nie mogła cofnąć wyroku ani uwolnić Jezusa od cierpienia. A jednak nie uciekła od Niego w tej godzinie.
W naszym życiu również przychodzą chwile, w których nie możemy naprawić wszystkiego natychmiast.
Nie umiemy przywrócić utraconych lat. Nie możemy cofnąć śmierci bliskiej osoby. Nie potrafimy zmusić drugiego człowieka, by przeprosił. Nie jesteśmy w stanie jednym gestem uleczyć wszystkich ran.
Możemy jednak pozostać przy Chrystusie.
Możemy uczyć się od Maryi wierności, która nie potrzebuje zemsty, aby zachować godność. Możemy przynosić Jej nasze trudne relacje i prosić o serce, które nie staje się obojętne, choć wiele wycierpiało.
Maryja nie obiecuje, że droga przebaczenia będzie łatwa.
Pokazuje nam jednak, że nawet pod krzyżem człowiek nie musi przestawać kochać.
9. Święci nie byli ludźmi bez ran
Kiedy mówimy o świętych, czasem nieświadomie stawiamy ich na niedostępnym piedestale. Wyobrażamy sobie, że ich wiara usuwała wszelkie trudności, a miłość przychodziła im bez wysiłku.
Tymczasem chrześcijańska świętość nie polega na tym, że człowiek nigdy nie doświadcza bólu, gniewu czy rozczarowania.
Polega na coraz wierniejszym odpowiadaniu na Boże wezwanie pośród rzeczywistego życia.
Święty Szczepan, kamienowany przez swoich przeciwników, modlił się za tych, którzy go zabijali (Dz 7,59–60).
Święta Rita z Cascii, czczona jako patronka spraw trudnych i beznadziejnych, stała się dla wielu ludzi znakiem nadziei w doświadczeniu cierpienia, rodzinnych konfliktów i przebaczenia.
Święty Jan Paweł II po zamachu na swoje życie odwiedził w więzieniu Ali Ağcę, człowieka, który do niego strzelał, i rozmawiał z nim. Ten gest nie oznaczał zaprzeczenia przestępstwu, ale pokazywał, że papież nie chciał sprowadzić drugiego człowieka wyłącznie do popełnionej przez niego zbrodni.
Każde z tych świadectw przypomina nam, że miłosierdzie nie jest naiwnością.
Jest decyzją, by w człowieku, który uczynił zło, nie przestać dostrzegać osoby zdolnej do nawrócenia.
Nie zawsze zobaczymy owoce takiej postawy. Nie zawsze doczekamy się przeprosin. Nie zawsze dowiemy się, czy ktoś się zmienił.
Ale dobro nie staje się bezwartościowe tylko dlatego, że nie przyniosło natychmiastowej nagrody.
10. Jak zwyciężać zło dobrem? Zacznijmy od rzeczy małych
Nie musimy od razu dokonywać czynów, które zapiszą się w historii.
Nasze codzienne powołanie może realizować się w prostych decyzjach, których nie zobaczy nikt poza Bogiem.
Kiedy ktoś nas prowokuje, możemy nie odpowiadać natychmiast. Czasem kilka minut ciszy chroni nas przed słowami, które przez lata będą raniły drugiego człowieka.
Kiedy popełnimy błąd, możemy przyznać się do niego bez szukania winnych wokół siebie.
Kiedy usłyszymy plotkę, możemy nie przekazywać jej dalej.
Kiedy ktoś zostanie niesprawiedliwie potraktowany, możemy stanąć po jego stronie.
Kiedy jesteśmy winni, możemy przeprosić bez oczekiwania, że druga osoba od razu nam wybaczy.
Kiedy sami zostaniemy skrzywdzeni, możemy szukać pomocy i sprawiedliwości, nie pozwalając, aby pragnienie odwetu kierowało naszymi decyzjami.
Kiedy w domu narasta konflikt, możemy spróbować powiedzieć: „Nie chcę, żebyśmy ze sobą walczyli. Chcę znaleźć rozwiązanie”.
Kiedy ktoś od dawna jest dla nas trudny, możemy przynajmniej przestać świadomie życzyć mu nieszczęścia.
A kiedy nie potrafimy jeszcze zrobić żadnej z tych rzeczy, możemy rozpocząć od modlitwy.
Nie chodzi o to, by za każdym razem ustępować. Nie chodzi o to, by nie bronić prawdy. Nie chodzi nawet o to, by zawsze mieć ostatnie słowo zastąpione milczeniem.
Chodzi o coś głębszego.
Zanim odpowiesz na cudze zło, zapytaj siebie: czy moja odpowiedź pomoże naprawić sytuację, czy tylko przekaże cierpienie dalej?
To pytanie może odmienić więcej, niż nam się wydaje.
11. Pięć kroków, które możemy zrobić już dziś
Pierwszy: nazwij krzywdę.
Nie udawaj, że nic się nie stało. Powiedz Bogu, co cię boli. Zapisz swoje myśli. Porozmawiaj z kimś zaufanym. Uznanie bólu jest początkiem, nie porażką.
Drugi: nie podejmuj decyzji w szczycie gniewu.
Nie wysyłaj wiadomości, która ma zranić. Nie publikuj oskarżenia pod wpływem impulsu. Nie wypowiadaj słów, których jedynym celem jest zadanie bólu. Daj sobie czas.
Trzeci: oddziel człowieka od jego czynu.
Możesz potępić kłamstwo, nieuczciwość i przemoc, a jednocześnie nie zamykać człowieka na zawsze w jego najgorszym czynie. To nie oznacza naiwności. Oznacza pozostawienie miejsca na zmianę.
Czwarty: podejmij jeden konkretny krok ku dobru.
Czasem będzie to szczera rozmowa. Czasem przeprosiny. Czasem postawienie granicy. Czasem zgłoszenie krzywdy. A czasem decyzja, że dziś nie odpowiesz nienawiścią na nienawiść.
Piąty: oddaj Bogu to, czego nie możesz kontrolować.
Nie masz władzy nad sumieniem drugiego człowieka. Nie możesz wymusić skruchy ani przyspieszyć jego przemiany. Możesz jednak prosić Boga, aby uzdrowił twoje serce i pomógł ci nie utracić dobra, które w tobie zaszczepił.
Nie musisz przejść całej drogi w jeden dzień.
Wystarczy, że zrobisz pierwszy uczciwy krok.
12. A jeśli to ja jestem tym, który zranił?
Być może czytając ten tekst, myślisz przede wszystkim o człowieku, który wyrządził ci krzywdę.
Ale może warto na chwilę odwrócić perspektywę.
Czy zdarzyło mi się zranić kogoś, kto naprawdę mnie kochał?
Czy użyłem czyjejś słabości przeciwko tej osobie?
Czy przez własną dumę nie potrafiłem przeprosić?
Czy powiedziałem: „Taki już jestem”, zamiast spróbować się zmienić?
Czy oczekuję przebaczenia od innych, samemu nie chcąc uznać własnej winy?
To pytania trudne, ale potrzebne.
Czasem najważniejszym sposobem zwyciężania zła dobrem jest uznanie, że nie zawsze stoimy po stronie dobra. Że również my potrafimy ranić, niesprawiedliwie oceniać i niszczyć relacje.
Nie chodzi o to, aby pogrążać się w poczuciu winy.
Chodzi o odwagę nawrócenia.
Może trzeba dziś zadzwonić do kogoś, komu od dawna należą się przeprosiny.
Może trzeba przestać usprawiedliwiać zachowanie, które rani najbliższych.
Może trzeba wreszcie powiedzieć: „Zrobiłem źle. Nie mam usprawiedliwienia. Chcę to naprawić”.
Nie mamy gwarancji, że druga osoba przyjmie nasze przeprosiny. Ale szczere przyznanie się do winy jest dobrem niezależnie od tego, czy natychmiast przyniesie pojednanie.
Chrześcijanin nie jest człowiekiem, który nigdy nie upada.
Jest człowiekiem, który uczy się powstawać, przyjmować miłosierdzie i nieść je dalej.
13. Nie pozwólmy, aby zło miało ostatnie słowo
Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko został zamordowany 19 października 1984 roku. Miał zaledwie 37 lat.
Nie doczekał końca komunistycznego systemu w Polsce. Nie zobaczył wszystkich zmian, o które się upominał. Nie mógł kontynuować swojej kapłańskiej posługi.
A jednak jego słowa i świadectwo przetrwały.
Jego życie przypomina nam, że człowiek może zostać pozbawiony wolności zewnętrznej, a mimo to zachować wolność sumienia. Można próbować uciszyć prawdę, ale nie sposób zagwarantować, że zniknie ona z ludzkich serc.
W jego historii jest również świadectwo matki, która po stracie syna nie wybrała zemsty, lecz przebaczenie.
To nie oznacza, że cierpienie przestało istnieć. Nie oznacza, że zbrodnia została usprawiedliwiona. Nie oznacza, że wszystkie rany się zagoiły.
Oznacza, że nawet w obliczu ogromnego zła można ocalić coś, czego zło nie powinno zniszczyć: zdolność do miłości.
A teraz pomyślmy o naszych własnych historiach.
O człowieku, którego nie potrafimy sobie przypomnieć bez bólu.
O rozmowie, którą wciąż odtwarzamy w myślach.
O przeprosinach, których nie usłyszeliśmy.
O krzywdzie, która zmieniła nasze spojrzenie na świat.
O bliskiej osobie, z którą od miesięcy lub lat nie potrafimy znaleźć wspólnego języka.
Nie musimy dziś rozwiązać wszystkich tych spraw.
Możemy jednak zadać sobie jedno pytanie:
Czy chcę, aby zło, którego doświadczyłem, określiło całe moje dalsze życie?
Czy chcę, aby cudze słowa odebrały mi zdolność do czułości wobec innych?
Czy chcę, aby jedna zdrada uczyniła mnie nieufnym wobec każdego człowieka?
Czy chcę, aby dawna krzywda zabrała mi radość z tego, co jeszcze przede mną?
A może mogę pozwolić Bogu, by stopniowo odzyskiwał dla mnie przestrzeń wolności?
Może mogę przestać czekać na cudzą klęskę i zacząć modlić się o własne uzdrowienie?
Może mogę zachować granice, a jednocześnie nie życzyć drugiemu człowiekowi zła?
Może mogę nauczyć się kochać mądrzej — nie naiwnie, nie bezwarunkowo zgadzając się na wszystko, lecz z sercem zakorzenionym w Chrystusie?
Właśnie o taką wolność chodzi.
Nie o zwycięstwo nad drugim człowiekiem.
O zwycięstwo nad złem, które próbuje zagnieździć się w nas.
Modlitwa o serce wolne od nienawiści
Jezu Chryste, mój Panie i Zbawicielu,
przychodzę do Ciebie ze wszystkim, co noszę w sercu.
Z ranami, o których nikomu nie opowiadam. Z rozczarowaniami, które wracają w najmniej oczekiwanych chwilach. Z gniewem, którego czasem sam się boję. Z pamięcią o słowach, których nie potrafię zapomnieć, i o ludziach, z którymi nie umiem już rozmawiać tak jak dawniej.
Ty znasz moje serce lepiej niż ja sam.
Wiesz, kto mnie zranił. Wiesz również, kogo ja zraniłem.
Nie pozwól mi usprawiedliwiać własnego zła cudzymi błędami. Daj mi odwagę przyznać się do winy, przeprosić i naprawić to, co jeszcze można naprawić.
Ucz mnie przebaczać, ale także mądrze chronić siebie i innych przed krzywdą. Pomóż mi odróżniać miłosierdzie od naiwności, pokorę od poniżenia, cierpliwość od zgody na przemoc.
Za wstawiennictwem błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki proszę Cię o odwagę życia w prawdzie.
Za wstawiennictwem jego mamy, Marianny, proszę o serce, które nawet w wielkim cierpieniu nie zamyka się na przebaczenie.
Przez wstawiennictwo Maryi ucz mnie pozostawać przy Tobie także wtedy, gdy nie rozumiem wydarzeń mojego życia.
Jezu, nie zawsze potrafię przebaczyć. Nie zawsze umiem kochać. Nie zawsze odpowiadam dobrem.
Ale chcę się uczyć.
Daj mi siłę, abym dziś nie zranił kogoś tylko dlatego, że sam cierpię. Daj mi pokorę, abym umiał przeprosić. Daj mi odwagę, abym stanął w obronie skrzywdzonych. Daj mi pokój, abym nie żył pragnieniem odwetu.
Nie pozwól, aby nienawiść odebrała mi zdolność do miłości.
Naucz mnie każdego dnia żyć Twoimi słowami:
„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”.
Amen.
Na zakończenie — jedno pytanie do własnego serca
Może właśnie dziś, po przeczytaniu tych słów, warto zatrzymać się na chwilę w ciszy.
Nie po to, by przypominać sobie wszystkie krzywdy, których doznaliśmy.
Nie po to, by po raz kolejny osądzać ludzi, którzy nas zawiedli.
Lecz po to, by zapytać siebie przed Bogiem:
Panie, co we mnie potrzebuje dziś uzdrowienia?
Komu powinienem przebaczyć, choć jeszcze nie potrafię?
Za co sam powinienem przeprosić?
Gdzie mogę postawić granicę, nie rezygnując z miłości?
Jaki jeden konkretny gest dobra mogę wykonać dzisiaj?
Nie zawsze będziemy potrafili odpowiedzieć na wszystkie te pytania. Nie każda rana zagoi się od razu. Nie każda relacja zostanie odbudowana.
Ale może właśnie dziś zacznie się coś nowego.
Może zamiast kolejnego oskarżenia pojawi się spokojna rozmowa.
Może zamiast plotki — milczenie, które chroni czyjąś godność.
Może zamiast odwetu — decyzja o dochodzeniu sprawiedliwości bez nienawiści.
Może zamiast dumnego milczenia — szczere przeprosiny.
A może po prostu modlitwa za człowieka, któremu wciąż nie potrafimy spojrzeć w oczy.
To niewiele w oczach świata, który często myli siłę z dominacją, a zwycięstwo z pokonaniem przeciwnika.
Ale w oczach Ewangelii właśnie od takich decyzji może zaczynać się przemiana serca.
Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko przypomina nam, że prawda nie potrzebuje nienawiści, aby pozostać prawdą. Marianna Popiełuszko pokazuje, że nawet ogromny ból nie musi odebrać człowiekowi zdolności do przebaczenia. A Jezus Chrystus prowadzi nas dalej — ku miłości, która nie usprawiedliwia zła, ale nie pozwala, aby zło stało się ostatecznym panem ludzkiego serca.
Nie zawsze zwyciężymy w oczach ludzi.
Nie zawsze ktoś przyzna nam rację.
Nie zawsze doczekamy się przeprosin.
Ale możemy zachować coś znacznie cenniejszego niż satysfakcję z odwetu.
Możemy zachować serce, które mimo ran wciąż potrafi kochać.
I może właśnie to jest jedno z najważniejszych zwycięstw, do których zaprasza nas Chrystus.
Zło dobrem zwyciężaj. Nie tylko w wielkich wydarzeniach historii. Przede wszystkim tam, gdzie dziś żyjesz, pracujesz, kochasz, cierpisz i próbujesz zaczynać od nowa.
Bo świat nie zmienia się wyłącznie dzięki wielkim słowom. Zmienia się również wtedy, gdy jeden człowiek, choć sam został zraniony, postanawia nie ranić dalej.
Z serca zapraszam do wspólnego rozważania Słowa Bożego.
Od bloga do Boga
www.odblogadoboga.pl
Materiały źródłowe i świadectwa
[1] Instytut Pamięci Narodowej, biogram ks. Jerzego Popiełuszki oraz materiały o jego działalności: https://biogramy.ipn.gov.pl/bio/wszystkie-biogramy/106004,Ksiadz-Jerzy-Popieluszko.html
[2] Portal historyczny dzieje.pl, biografia Jerzego Popiełuszki i jego Msze za Ojczyznę: https://dzieje.pl/postacie/jerzy-popieluszko-1947-1984
[3] Fragmenty kazań bł. ks. Jerzego Popiełuszki dotyczące prawdy, wolności, godności i zwyciężania zła dobrem: https://kspopieluszko.blogspot.com/2011/09/nieznane-kazanie-7-z-8101984-r-koscio.html
[4] Instytut Pamięci Narodowej, „Marianna Popiełuszko (1920–2013)”: https://ipn.gov.pl/pl/z-milosci-do-matki/165185,Marianna-Popieluszko-1920-2013.html
[5] Aleteia, rozmowa z Markiem Popiełuszką, bratankiem bł. ks. Jerzego, o świadectwie jego rodziny: https://pl.aleteia.org/2020/07/23/wujek-jurek-z-rodzina-meczenska-smierc-i-swiadectwa-jego-swietosci-rozmowa-z-bratankiem-ks-popieluszki/
